Stare Szpaki 26  (83) 358 76 52   parafiaszpaki@gmail.com A A A  

Publikacja artykułu w "Echo Katolickie" nr 10/2013

06 marca 2013

Św. Józef nie zawiedzie Autor: Agnieszka Warecka

O Józefie, ratuj nas…

…w życiu, śmierci, w każdy czas - proszą, zawierzając świętemu patronowi codzienne troski i radości. Świadectw doznanych za przyczyną opiekuna łask przybywa proporcjonalnie do liczby pielgrzymów, których na nowennowych uroczystościach gromadzi pewność, że Św. Józef nie zawodzi.

W końcu - jak mówią słowa modlitwy - nigdy nie słyszano, aby ktokolwiek wzywający opieki Św. Józefa, jego pomocy błagający, pozostał bez pociechy... Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny i Opiekun Jezusa pozostaje dla czcicieli najdoskonalszym wzorem zawierzenia Bogu. Milcząc, słucha i błogosławi… Trzeba tylko - albo przede wszystkim - mu zaufać!

On nie zawiedzie!

Wierność ta wydaje się o tyle łatwiejsza, że - jak deklarują mieszkańcy Szpaków - św. Józef był z nimi od zawsze. Kiedy na przełomie lat 50 i 60 finalizowano prace wykończeniowe przy parafialnej świątyni, znajdujący się w głównym ołtarzu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przesłaniała zasłona z wizerunkiem Józefa Robotnika - dar imienników świętego z całej wioski. Czy ówcześni budowniczowie mogli przypuszczać, że z biegiem lat kościół z ledwością pomieści pielgrzymów uczestniczących w marcowej nowennie?

„Idźcie do Józefa. On was nie zawiedzie!” - na owoce zachęty pierwszego proboszcza parafii Szpaki śp. ks. kan. Karola Harazina nie trzeba było długo czekać. Wierni wspominają, że już od lat 70 ubiegłego wieku podczas nowenny domy pustoszały. Parafianie tłumnie gromadzili się w świątyni, by przed wizerunkiem patrona wypraszać potrzebne łaski. Ksiądz kanonik był wielkim czcicielem Matki Bożej i św. Józefa. Pragnął, by stał on na straży wszystkich rodzin w parafii - potwierdza Zofia Czublun. I przywołuje wspomnienie marcowych uroczystości pod przewodnictwem ówczesnego proboszcza. W prawym ołtarzu znajdował się obraz naszego patrona. Ksiądz lubił lilie. Kobiety pielęgnowały je przez zimę i podczas nowenny kwiaty zdobiły ołtarz. Wzbudzeniu intencji towarzyszyło też ofiarowanie świec do ołtarza - opowiada parafianka.

A proboszcz siadał naprzeciwko wizerunku św. Józefa, kontemplował oblicze ze „źrenicami, w których niebo się odbija” - jak głosi tekst śpiewanej podczas nowenny pieśni – i powtarzał: „Może ja nie doczekam, ale wy zobaczycie, że ten kult będzie się szerzył”. Zanim jednak ksiądz kanonik znalazł godnego kontynuatora dzieła w osobie ks. Sylwestra, sprowadził do parafii figurę patrona. Okoliczności przybycia jej do Szpaków – w opinii wiernych - także nie pozostawiają złudzeń: co Bóg zamyśli, tak się stanie, a wola nieba nieraz zadziwi człowieka.

Ocalająca pamięć

„Św. Józefie, przewieź!” - miał modlić się ks. K. Harazin, kładąc na walizce skrywającej figurę patrona obrazek z jego podobizną. O cennym znalezisku na strychu poinformowały go zaprzyjaźnione zakonnice z dawnej Czechosłowacji. Nie lada problemem było wówczas przekroczenie granicy... - Dzięki opiece św. Józefa - co proboszcz akcentował później wielokrotnie - rewizja szczęśliwie ominęła pakunek!

Zanim jednak figura patrona znalazła się w Szpakach, trafiła pod dach diecezjalnego seminarium. Wykorzystując moment przeprowadzki do nowego gmachu w Opolu, ksiądz kanonik udał się do Siedlec i sprowadził ją do parafii. „Modliłem się, by jej nie zabrali” - wspominał po fakcie. Pięknie odrestaurowaną trzymał w domu, marząc o umieszczeniu jej w głównym ołtarzu. Pragnienie proboszcza ziściło się w 1995 r., kiedy to ufundował odsłaniany złocony ołtarz do kościoła. 19 marca 1996 r. został on uroczyście poświęcony przez bp. Jana Mazura. We wrześniu tego samego roku ksiądz kanonik zmarł.

Słowa ks. K. Harazina o szerzącym się kulcie patrona parafii miały okazać się prorocze. Jego następca - zmarły przed 10 laty ks. Sylwester Ługowski - dokądkolwiek udał się z kaznodziejską posługą, dawał świadectwo synowskiego przywiązania do św. Józefa i zapraszał do Szpaków. Z roku na rok przybywało pielgrzymów grupowych i indywidualnych. Kąkolewnica, Wólka Dobryńska, Radzyń Podlaski, Wiśniew, Siemiatycze, Siedlce… - proboszczom towarzyszyli parafianie, a ich modlitwie - intencje składane na ołtarzu i przedstawiane opiekunowi w poszczególne dni nowenny. Do jej rozpropagowania przyczyniła się też - zainicjowana przez kapłana - transmisja nabożeństw za pośrednictwem Katolickiego Radia Podlasie.

Staraniem ks. S. Ługowskiego ukazał się również modlitewnik „Idźcie do Józefa”, zawierający m.in. rozważania na poszczególne dni nowenny, teksty śpiewanej w Szpakach litanii czy pieśni ku czci patrona. Drogę realizacji dalszych zamierzeń, w tym budowy nowej świątyni parafialnej, przerwała nagła śmierć kapłana. O wdzięczności parafian za dar posługi wielkich czcicieli św. Józefa: ks. Karola i ks. Sylwestra świadczy życzliwa i modlitewna pamięć wiernych, w tym tak licznie ofiarowywane w intencji zmarłych księży Msze św.

Cenny drogowskaz

Dzieło poprzedników z wiarą i oddaniem kontynuują kolejni duszpasterze. Przewodzący przez siedem lat szpakowskiej wspólnocie ks. Krzysztof Stepczuk, podobnie jak obecny proboszcz parafii ks. Jacek Nazaruk jednogłośnie też wskazują mieszkańców jako nauczycieli na drodze zawierzenia wstawiennictwu przemożnego opiekuna. - Św. Józef jest drogowskazem, bez którego ludzie w Szpakach nie potrafią już żyć - powtarzał z uznaniem ks. K. Stepczuk.

Wszystkie rodziny w parafii zostały zawierzone opiece patrona, a każda środa tygodnia staje się dniem tym szczególniejszej modlitwy za jego pośrednictwem. O skuteczności wstawiennictwa św. Józefa najdobitniej świadczy zaś liczba intencji, zarówno wypisanych na kartach, jak i skrywanych w głębinach serc. W specjalnej księdze zamieszczonej na stronie internetowej parafii widnieje ślad próśb o zdrowie, Bożą opiekę, wyrwanie dziecka ze szponów nałogu, umocnienie w cierpieniu, dobre wybory… A ponieważ kto dziękuje, zyskuje w dwójnasób, przybywa też świadectw osób wdzięcznych za uproszenie łask - odczytujących rozwiązanie trudnych spraw w kluczu zawierzenia, że Pan Bóg najlepiej wie, czego nam potrzeba…

Uproszona łaska

- Około trzech lat temu mój ojciec zaczął mieć poważne problemy zdrowotne. Leczenie farmakologiczne nie przynosiło skutku. Wykonana w grudniu 2011 r. biopsja potwierdziła podejrzenia lekarza o zmianach nowotworowych. W trzech z sześciu pobranych odcinkach stwierdzono raka - opowiada pochodząca ze Szpaków Wioletta Jóźwiuk, katechetka. - Po naradzie lekarz prowadzący stwierdził, że sprawa dojrzała do interwencji chirurgicznej. Ojciec za wszelką cenę chciał uniknąć operacji. Odwlekał decyzję. Jednak - jako że zdaniem specjalistów była ona koniecznością - termin zabiegu wyznaczono na 18 marca 2012 r. Jak wiadomo, w tym czasie trwa w Szpakach nowenna, a mój ojciec, odkąd pamiętam, nigdy jej nie opuścił. Stwierdził więc, że co najwyżej zgłosi się do szpitala po nowennie… W międzyczasie odprawiały się w jego intencji Msze św., modliliśmy się też przez wstawiennictwo św. Józefa, który wielokrotnie orędował za nami przed Bogiem.

Po nowennie ojciec zmienił lekarza - trafił do Centrum Onkologii w Warszawie - wyjaśnia. – W kwietniu, celem powtórzenia badań, pobrano 14 wycinków i stwierdzono, że raka nie ma. Oczywiście lekarze nie dawali temu wiary, w następstwie czego profesor nakazał powtórne obejrzenie grudniowych próbek, sugerując pomyłkę. Ponowne badanie i porównanie próbek nie pozostawiało jednak złudzeń: w grudniu 2011 r. zmiany nowotworowe były, zaś w kwietniu 2012 r. - już nie! Szukając medycznego wytłumaczenia sprawy, lekarze stwierdzili, że ogniska były niewielkie i zostały usunięte podczas wykonywania biopsji. My jednak głęboko wierzymy, że raz jeszcze ujawniła się łaska miłosiernego Boga i orędownictwo św. Józefa. Ostatnie badania, z 26 lutego br., wykluczają zmiany nowotworowe. Następną, kontrolną, wizytę lekarz wyznaczył za pół roku. Chwała Panu! - podsumowuje wdzięczna czcicielka.

Trzeba uwierzyć!

Ks. J. Nazaruk zaznacza, że niezmiennie wzrusza go wezwanie, jakim parafianie zwracają się do swojego opiekuna: „Św. Józefie, uproś nam u Boga!”. Przypominając zachętę Pana Jezusa wyrażoną w słowach: „kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7), proboszcz potwierdza, że święty patron staje się dla nas, żyjących współcześnie, wzorem wiary i zaufania. - Wrażliwy na głos Boga, umiał Go słuchać. Potrafił też być posłusznym - podkreśla z uwagą, że za wyborem hasła tegorocznych nowennowych rozważań - „Ze św. Józefem odkrywamy prawdy wiary zawarte w Credo” - nie stał przypadek. Obchodzony w Kościele Rok Wiary inspiruje do pytań o więź z Bogiem każdego z osobna, zaś patron szpakowskiej wspólnoty jest milczącym mistrzem zawierzenia. Trzeba tylko uwierzyć i wiernie trwać, a Pan Bóg za przyczyną św. Józefa na pewno nie poskąpi łask! Począwszy od 10 marca, Msze św. z nowenną będą odprawiane o 19.30, zaś suma odpustowa – o 12.00. Proboszcz i parafianie zapraszają do łączności w modlitwie za pośrednictwem KRP także osoby starsze i chore.

Agnieszka Warecka



Publikacja artykułu w "Podlaskie Echo Katolickie"

02 marca 2011

W duchu zawierzenia Autor: Agnieszka Warecka

SZPAKI Nowenna przed Uroczystością św. Józefa

Zapytany, kiedy tak naprawdę zaczynają się duchowe przygotowania do uroczystości, proboszcz parafii w Szpakach ks. Krzysztof Stepczuk wyjaśnia, że trwają one cały rok. – W niedziele odsłaniana jest figura patrona, a w środy odprawiana nowenna. Koronką do św. Józefa modlimy się też przed każdą Mszą - mówi. Z powodu rozwiniętego kultu do Szpaków przybywa wielu pielgrzymów, a składane przed ołtarzem intencje parafianie zawierzają również w modlitwach indywidualnych.

Wielka w tym zasługa moich poprzedników - przypominając, iż zawierzenie poszczególnych rodzin opiece Świętego dokonało się już za czasów ks. kan. Karola Harazina, proboszcz dodaje, że jego wyrazem jest również wizerunek świętego zdobiący każde domostwo. - To oddolny kult - zastrzega i potwierdza, iż Józef stał się częścią szpakowskiej społeczności, a zżyci z nim są i starsi, i młodzi. - Wystarczy porozmawiać z dziećmi na katechezie. One znają nawet teksty poszczególnych pieśni - zdradza. A to już ukłon w stronę tradycji... Bo i litania śpiewana w Szpakach jest inna od zamieszczanych w książeczkach do nabożeństwa. O zakorzenieniu kultu w mentalności czcicieli świadczą również liczne świadectwa. - Podczas wizyty duszpasterskiej słyszę często, jak wiele łask ludzie otrzymują za pośrednictwem naszego Opiekuna - opowiada.

Swoistą kumulację intencji - zarówno błagalnych, jak i dziękczynnych, składanych osobiście oraz dyktowanych telefonicznie czy nadsyłanych - przynosi marzec. I o Szpakach znów zrobi się głośno! Duża w tym zasługa Katolickiego Radia Podlasie, które tradycyjnie transmituje nowennę. Zaś dzięki Internetowi można słuchać jej już na całym świecie. Bo kto choć raz uczestniczył w nowennowym nabożeństwie, ten na pewno wróci... Przybywają też ci, którzy na swojej drodze spotkali wielkiego czciciela św. Józefa i krzewiciela kultu, jakim niewątpliwie był ks. Sylwester Ługowski. Z powodu przesunięć w kalendarzu liturgicznym, początek tegorocznej nowenny przypada już 6 marca. A do grona celebransów dołączą księża z diecezji drohiczyńskiej, w tym przedstawiciele zakonów. A celem spotkań ma być przypomnienie roli sakramentów świętych w życiu chrześcijan.

„W chwilach szczególnie trudnych klękam przed naszym patronem i wyciszam się. Patrzę na tę figurę i czuję, jak opanowuje mnie pokój. Wtedy zaczynam myśleć, że przecież wszystko jest w rękach Boga” - mówił proboszcz przed rokiem. A dziś? - Święci są pośrednikami w drodze do Nieba - uzupełnia i odwołuje się do teologii duchowości, uczącej, że Boga trzeba poszukiwać wciąż od nowa. A ta milcząca postać - wskazuje na Józefa - jest bardzo wymowna... Może dlatego tak łatwo przyjąć go za patrona. Jako opiekun rodzin i ludzi pracy szczególnie bliski staje się w zdominowanej przez różnorodne kryzysy współczesności.- I tak jak św. Józef złożył swoje życie w ręce Boga, Matki Najświętszej i Jezusa, tak również chorzy oraz starsi za Jego pośrednictwem uczą się żyć i odchodzić w Jego bliskości. Jest drogowskazem, bez którego my, w Szpakach, nie potrafimy już żyć na co dzień - kończy.


Publikacja artykułu w "Nasz Dziennik" nr 66/2010

19 marca 2010

Święty Józef ze Szpaków (Autor: Ks. Paweł Siedlanowski)

Jeśli prawdą jest to, co się powtarza w podaniach, legendach, że Matka Boża i święci sami sobie wybierają miejsca, gdzie chcą być czczeni, to z pewnością znajduje ona swoje potwierdzenie w Szpakach. Niewielką wioskę, położoną pośród malowniczo wijących się dróg Podlasia, znanego na całym świecie ze stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim, wybrał sobie św. Józef. Jego figura "na metr czterdzieści wysoka i z wiśniowego drzewa", znaleziona przed laty na śmietniku w którymś z czeskich miast, przyciąga swoim urokiem coraz więcej osób. Na nowennę przed 19 marca przyjeżdżają pielgrzymi z odległych krańców Polski. Każdego roku więcej. Nikt nie mówi, że jest to sanktuarium - to nazwa zbyt dumna. Przybywający czują co innego: tu cała ziemia, przesiąknięta męczeńską krwią unitów, których przed 140 laty siłą zmuszano do wyparcia się wiary - to jedno wielkie sanktuarium.

Nadsyłane intencje i prośby o modlitwę pochodzą z całej Polski, coraz częściej także spoza jej granic. Nie brakuje takich, którzy do tego szczególnego miejsca wracają częściej - przywożone wota świadczą o tym, że ich modlitwy zostały wysłuchane. Pozornie nie ma tu nic niezwykłego: ludzie nie są ani lepsi, ani gorsi od innych, mają podobne problemy, przybija ich zwyczajna polska bieda. Już jednak pobieżny rzut oka na historię zmienia diametralnie obraz sytuacji. Prześladowania unitów w drugiej połowie XIX wieku, przodków znacznej części mieszkańców tej ziemi, determinacja, z jaką wznoszono świątynię w Szpakach, czy wreszcie niezwykłe dzieje eksponowanej dziś w głównym ołtarzu figury św. Józefa - to wszystko tworzy nieprawdopodobny, ale wedle Bożych zamysłów i Bożej logiki, spójny obraz całości.

Krwawe chłosty

Najdawniejsze zapisy dotyczące ziemi podlaskiej drugiej połowy XVI wieku, sporządzone za panowania Zygmunta Augusta, mówią, że Szpaki należały do dóbr królewskich jako wójtostwo w starostwie łosickim, powiecie mielnickim. Na mocy postanowień unii brzeskiej zawartej w 1596 r. wyznawcy prawosławia uznali zwierzchnictwo Papieża, przyjęli dogmaty katolickie, zachowując jednak grecki obrządek, własne dziedzictwo religijne i liturgiczne. Pośród wielu parafii unickich znalazła się Kornica, do której administracyjnie przynależały Szpaki. W XIX w. na skutek rozbiorów miejscowość znalazła się pod zaborem rosyjskim. W roku 1839 cały Kościół unicki na mocy dekretu cara został przyłączony do Cerkwi. Ponieważ unici nie chcieli się na to zgodzić, od roku 1864 zaczęły się nasilać prześladowania. Nakazano im zerwać łączność z katolicyzmem łacińskim, zabroniono przyjmować sakramenty święte. Opornych księży unickich kozacy wyrzucali ze świątyni, zaś na ich miejsce siłą wprowadzali prawosławnych duchownych. Cenne świadectwo tamtych czasów znajdujemy m.in. we wspomnieniach ks. Józefa Pruszkowskiego, dziekana janowskiego. Wspomina m.in. "krwawe chłosty", do jakich doszło w 1874 roku. Rozpoczęły się 19 grudnia. Tego dnia do Kornicy weszły trzy roty piechoty kozackiej. Ponieważ unici po raz kolejny konsekwentnie odmówili przyjęcia prawosławia, sztabskapitan Klimuszko kazał obdzielić wszystkich po 25 nahajów i wypędził do zgarniania śniegu z drogi na pole. Kobiety i mężczyźni musieli pracować gołymi rękoma. Sytuacja powtórzyła się w Wigilię Bożego Narodzenia. Otoczeni kordonem wojska całą noc stali na mrozie na otwartym polu z odkrytymi głowami. Pozwolono im jedynie położyć się na śniegu. Czuwali w tę noc jak betlejemscy pasterze. Jak wspomina ks. Kazimierz Dębski w książce "Bohaterstwo unitów podlaskich", kiedy o północy odezwały się dzwony w kościele w Górkach, poderwali się wszyscy i ze łzami w oczach powitali Bożą Dziecinę kolędą "Wśród nocnej ciszy". Po całonocnej "Pasterce" na mrozie Klimuszko pozwolił mieszkańcom Szpaków odpocząć w domu zaledwie kilka godzin, po czym wezwał ich na zbiórkę i oświadczył: "Ponieważ chce się wam być Polakami i katolikami, starsi dostaną po 100 nahajów, a kobiety i dzieci po 50. Będzie to dla was mój prezent świąteczny i hojna kolęda na wasze katolickie święta". Okrutny rozkaz wykonywano cały dzień. Chłostę powtórzono potem jeszcze kilka razy. Dodatkową karą były: licytacja trzody, wyrzynanie bydła, zabieranie gospodarstw. Choć bili do nieprzytomności, nikt się nie ugiął. Wielu nie odzyskało zdrowia do końca życia. Byli też tacy, którzy oddali życie za wiarę. Jan Tymicki z Kornicy skonał pod nahajami kozaków. Katarzyna Piałucha, mieszkanka Szpaków, okrutnie zmaltretowana w Kornicy, zmarła w drodze powrotnej do domu. W miejscach, gdzie katowano unitów, postawiono potem drewniane krzyże - wiele z nich stoi tu po dziś dzień. W latach 1873-1875 rozpoczęło się wywożenie ojców rodzin na południe Rosji do guberni chersońskiej. Większość z nich nigdy stamtąd nie powróciła.

Upragniona świątynia

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. unici przeszli na obrządek łaciński, zaś wioskę przyłączono do parafii Górki w diecezji podlaskiej. Przyszła potem II wojna światowa – a po niej kolejna niewola. Prawdopodobnie już w 1927 r. narodziła się myśl o rozpoczęciu budowy kaplicy w Szpakach. Wspomina o tym Florentyna Piotrowska w liście pisanym do biskupa siedleckiego w 1953 roku. Prosi w nim o zgodę na realizację podjętej przed laty idei. Aby można było otrzymać pozwolenie od władz duchownych, należało najpierw uzyskać je od władz państwowych, a z tym nie było łatwo. Zaczęto zbierać pieniądze. Jesienią 1956 roku pojawiły się pierwsze kloce drewna, wiosną następnego roku - mimo braku zezwolenia władz - zaczęto zalewać fundamenty. Praca była ciężka. Ponieważ nastał czas robót polowych, kobiety zastępowały mężów w gospodarstwie. W czerwcu 1957 r. stanął szkielet świątyni. Milicja zaczęła straszyć aresztowaniami, ale nikt się nie ugiął. Zgoda po długich staraniach nadeszła dopiero wiosną 1961 roku. Przez pierwsze lata administratorem świątyni był ks. Wacław Niewiarowski. 19 grudnia 1969 roku oficjalnie erygowano parafię w Szpakach pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Pierwszym jej proboszczem został ks. Karol Harazin.

Ze śmietnika na ołtarz

Ksiądz Harazin przywiózł ze sobą do Szpaków szczególną miłość do św. Józefa. Ów kult trafił na podatny grunt, ponieważ kiedy na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wykańczano wnętrze świątyni, znajdujący się w głównym ołtarzu obraz Matki Bożej przesłaniał wizerunek przedstawiający Opiekuna Świętej Rodziny. Był to dar mieszkańców (imienników świętego) z całej wioski. Marzeniem pierwszego proboszcza było, aby wizerunek św. Józefa zdobił każde domostwo. Jak wspominają mieszkańcy parafii - życie, pokora, ufność, jaką święty pokładał w Bogu, były częstymi motywami nauk głoszonych przez ks. Harazina. Kapłan tłumaczył, że dla św. Józefa nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko uparcie pukać! - Nauczył nas prawdziwie kochać Chrystusa. Pokazał, jak zwracać się do naszego patrona tak zwyczajnie, po ludzku, zawierzać mu każdy swój dzień, pracę na roli, niepowodzenia i radości - mówią parafianie. Dziewczęta zachęcał do modlitwy za jego orędownictwem o dobrego męża, sam gorąco prosił o godnego kontynuatora dzieła. Parafianie często widzieli go, jak długo siedział przed obrazem i wpatrywał się w oczy Milczącego Świętego. Pytającym, co takiego szczególnego w ich głębi znajduje, zwykł odpowiadać, że widzi w nich niebo...

Ksiądz Harazin co roku w wakacje wyjeżdżał za granicę. Nocując za którymś razem u sióstr zakonnych w Czechosłowacji, na strychu ich domu znalazł figurę św. Józefa. Zakonnice prawdopodobnie ukryły ją tam w obawie, by nie spotkał jej los innych rzeźb i obrazów wyrzuconych na śmieci z któregoś zabranego katolikom kościoła. Być może zabrały ją ze śmietnika - dokładnie nie wiadomo. Wydawało się, że zakurzona, zniszczona nie przedstawia zbyt wielkiej wartości. - Była na metr wysoka, z wiśniowego drzewa - wspomina po latach mieszkanka Szpaków, pani Zofia. Niemniej jednak dla każdego czujnego celnika stanowiła przedmiot absolutnie podejrzany. Wykrycie na granicy tak poważnego "szmuglu" miałoby bardzo poważne konsekwencje. Ksiądz Karol Harazin był tego świadom. Co zrobił? Umieścił figurę na tylnym siedzeniu samochodu, okrył kocem. Położył na nim obrazek Opiekuna Świętej Rodziny. "Święty Józefie, pomóż" - westchnął. Celnicy – o dziwo! - przepuścili ks. Harazina praktycznie bez kontroli samochodu. Figurę najpierw ukryto w seminarium, potem przewieziono do kościoła w Szpakach, gdzie po odrestaurowaniu umieszczono w głównym ołtarzu.

Prorocze słowa

Ksiądz Karol często powtarzał swoim parafianom: "Może ja nie doczekam, ale wy zobaczycie, że kult św. Józefa będzie się w tym miejscu szerzył". Zmarł w 1996 roku. Jego następcą został ks. Sylwester Ługowski. Pan Bóg wysłuchał próśb ks. Harazina. Nowy proboszcz - charyzmatyczny rekolekcjonista i misjonarz, wszędzie, gdzie się znalazł, opowiadał o św. Józefie. I zapraszał do Szpaków! Zaczęli przyjeżdżać - jedni z ciekawości, inni z pobożności. Najpierw nieśmiało, potem coraz częściej, zaczęły się pojawiać autokary z pielgrzymami. Wielu tutaj właśnie odnalazło św. Józefa. Słyszeli o nim wcześniej, ale Milczący Święty nie wydawał się im godny uwagi. Wydano modlitewnik, jednemu z nowennowych dni kilka lat temu przewodniczył ks. Prymas Józef Glemp. Niestety, w 2003 r. ks. Sylwester zginął w wypadku. Dziś dzieło poprzedników kontynuuje ks. Krzysztof Stepczuk. Czego uczy się od św. Józefa? - Pewności, że wszystko jest w ręku Pana Boga - mówi. I wskazując na figurę, dodaje: - Ta milcząca postać jest tak bardzo wymowna. Staje się szczególnie bliska ludziom pracy, rodzinom w zdominowanej przez różne kryzysy rzeczywistości. To taki szczególny – i chyba jeszcze w pełni nieodkryty w Kościele - święty na dzisiejsze trudne czasy.

Ku pokrzepieniu serc

Sława skromnego szpakowskiego kościoła z roku na rok rośnie. Nikt o nią nie zabiegał ani nie zabiega. Ludzie przyjeżdżają tu sami. Coraz więcej z nich przywozi dziękczynne wota, na stronie internetowej parafii przybywa świadectw. Zachwyceni skromnością miejsca, dziewiczością podlaskiej przyrody, prostotą i serdecznością mieszkających tu ludzi, odnajdują w malowniczo położonej wiosce coś, czego próżno szukać w skomercjalizowanym świecie: spokój i pokrzepienie. W ciszy, której tu pełno wokół, zaczynają słyszeć siebie. Znajdują Boga. Trudno nawet określić, co sprawia, że przybywający tu ludzie powracają. Nikt nie mówi, że jest to sanktuarium - to zbyt dumna nazwa. Podświadomie czują, że cała ziemia podlaska – z której pochodzą beatyfikowani w 1996 r. błogosławieni męczennicy z niedalekiego Pratulina, gdzie ludzie za wiarę nie tak dawno przecież tracili wszystko - to jedno wielkie sanktuarium...

Zmienia się świat. Chylą się ku ziemi krzyże znaczące miejsca męczeństwa unitów, zacierają się napisy na tablicach mogił. Czy był to przypadek, że św. Józef, którego okryta pajęczynami figura czekała na swoje miejsce 1500 km stąd, znalazła się właśnie w Szpakach? Może to nagroda za wierność? Znak - ku pokrzepieniu serc - dla potomków katowanych 150 lat temu unitów, którzy nie zdradzili swojej wiary i przetrwali tak wiele. To także znak dla przybywających tu zewsząd coraz liczniej pielgrzymów, że warto zawierzyć Bogu, bo On nie opuszcza tych, którzy Mu ufają.


Publikacja artykułu w "Echo Katolickie" nr 9/2007

19 marca 2007

Milczący patron Autor: Agnieszka Warecka

19 marca przypada Uroczystość św. Józefa. W kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Szpakach od lat poprzedza ją tradycyjna nowenna. O specyfice kultu i tematyce tegorocznych rozważań w rozmowie z ks. Krzysztofem Stepczukiem.

Nowenna tuż, tuż… A kiedy tak naprawdę zaczęły się przygotowania?

- Przygotowania duchowe trwają cały rok. W każdą środę odprawiamy nowennę do św. Józefa, a parafianie modlą się w jej intencjach także indywidualnie. Jeśli natomiast chodzi o przygotowania organizacyjne, to kilka tygodni temu zaprosiliśmy księży, którzy będą posługiwać w kolejnych dniach. Wesprze nas też bp Henryk Tomasik. Odprawi on sumę odpustową.

I znów będzie głośno o niewielkich Szpakach...

- Rzeczywiście, same Szpaki to miejscowość licząca niecałe 900 osób. A jednak kult św. Józefa jest w naszym regionie rozpowszechniony. Myślę, że duża w tym zasługa Katolickiego Radia Podlasie, które transmituje naszą nowennę co 2 lata. Chcielibyśmy, żeby robiło to co roku, ale mamy w Siedlcach „konkurencję”. Teraz, dzięki Internetowi będzie można nas słuchać na całym świecie. Już w tej chwili mam kilka zgłoszeń grup pielgrzymkowych nawet spoza naszej diecezji. Na nowennę do Szpaków przyjeżdża też wielu ludzi, którzy spotkali na swej drodze śp. ks. Sylwestra Ługowskiego. Sam będąc wielkim czcicielem św. Józefa, jego kultem zarażał wszędzie, gdzie głosił misje i rekolekcje.

Na czym polega specyfika „szpakowskiego” Józefa?

- Jest po prostu nasz. Wystarczy popatrzeć na tę figurę - ona przyciąga ludzi. Ten Józef trzymający Dzieciątko Jezus przejmuje swoją skromnością i jednocześnie głębią. Ks. Karol Harazin, który zapoczątkował kult świętego w Szpakach, uczył, że przez jego pośrednictwo wszystko można uprosić. I to się sprawdza. Jest wiele świadectw łask uzyskanych za przyczyną patrona. Nie ma w tej parafii rodziny, która nie byłaby poświęcona św. Józefowi. To oddolny kult. Dzięki Józefowi specyficzny jest też nasz kościółek. Panuje w nim klimat jedności, który mi przywodzi na myśl betlejemską szopkę, gdzie mimo braku wygód królowała miłość.

Ksiądz kanonik zachęcał dziewczęta, żeby przychodziły do św. Józefa modlić się o dobrego męża. Do kogo jeszcze kierowana jest tegoroczna nowenna?

- Chcieliśmy, żeby jej tematyka dotyczyła życia codziennego. Zależało nam na uwzględnieniu wszystkich grup wiekowych. Ci, którzy przygotowują się do sakramentu małżeństwa, za przykładem św. Józefa będą mogli uczyć się pięknej i czystej miłości, która jest zawierzeniem Panu Bogu. Małżeństwom powiemy o miłości wybaczającej oraz akceptującej drugiego człowieka. Nauczycielom i rodzicom zwrócimy uwagę na wychowywanie w duchu wartości chrześcijańskich. Ufamy też, że nowenna pomoże osobom starszym w przyjęciu właściwej postawy wobec cierpienia i życiowych doświadczeń.

A czego ksiądz osobiście uczy się od św. Józefa?

- Przede wszystkim kontemplacji Boga. W chwilach szczególnie trudnych klękam przed naszym patronem i wyciszam się. Patrzę na tę figurę i czuję, jak opanowuje mnie pokój. Wtedy zaczynam myśleć, że przecież wszystko jest w rękach Boga. Teologia duchowości, którą studiowałem, uczy, że Boga trzeba poszukiwać wciąż od nowa. Gdy jako kapłan staję przed ołtarzem, patrzę najpierw właśnie na św. Józefa. Ta milcząca postać tak dużo mówi...

Dziękuję za rozmowę.


Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdym czasie. Polityka Prywatności    Informacje o cookies

ROZUMIEM